Dojazd – własny, z Wrocławia ok. 820 km przez: Kłodzko, Boboszów, Ołomuniec, Brno, Wiedeń, Graz, Klagenfurt, Villach, przełęcz Wurzenpass, Kranjska Gora, Mojstrana. Z Mojstrany ok. 10 km szutrową wąską drogą do parkingu pod Aljażev Dom. Do kosztów samego paliwa dochodzi opłata za autostrady w Czechach (150 koron) oraz w Austrii (7,60 euro) – w obu wypadkach za 10-dniową winietę.

 

Dzień pierwszy – 29.08.2004. Po całodziennej jeździe docieramy pod schronisko Aljażev Dom. Panuje tam swojska atmosfera, z paniami w recepcji i kuchni dogadujemy się mieszańcem słowiańsko-angielsko-germańskim i jest dobrze. Zjadamy „kranjską klobasę” popchaną piwkiem, potem przenosimy się do sali zbiorowej w „starym domu”. Sala jest chyba na 80 osób, ale nocujemy tylko my trzej i para Czechów. Przed domkiem dokańczamy skromne zapasy Tyskiego – wszak jutro nikt tego targać na górę nie będzie. Pogoda zapowiada się ślicznie, niebo pełne gwiazd. Idziemy spać z mocnym postanowieniem wstania o siódmej, Czesi chcą się zerwać o piątej i iść na Triglav ferratą Bamberga.

 

Dzień drugi – 30.08.2004. Koło piątej budzi nas deszcz bębniący o dach, słyszę, że Czesi rezygnują z wstawania. Na szczęście ulewa szybko przechodzi, gdy zgodnie z planem wstajemy o siódmej, kapie już tylko z okolicznych drzew. Krótkie mycie w zimnej wodzie, cosik na ząb, ostatnia fotka na dole i w drogę.

Spod Aljażev Dom idą szlaki na Triglav od północy – przez Prag, Tominškova pot lub ferrata Bamberga z dojściem do przełęczy Luknja. My wybraliśmy podejście drogą Tominška, w przewodniku określoną jako „duże trudności”. Droga przez Prag jest określana jako nieco łatwiejsza („ trudności niewielkie do umiarkowanych”), tę zostawiamy na zejście. Obie drogi są naprawdę godne, w każdym wypadku mamy 1500 m przewyższenia do schroniska Triglavski Dom na Kredaricy.

Tomiškova Pot (wyznaczona w 1903 roku) prowadzi początkowo stromo przez las (wariant szlaku idzie korytem potoku), potem trawersuje ścianę Begunjskiego Vrhu. Tu liczne odcinki w dużej ekspozycji, także pionowe lub prawie pionowe, ale przeważnie dobrze ubezpieczone, wbitymi w skałę prętami lub stalowymi poręczówkami. Naprzeciwko widok na Skrlaticę (drugi szczyt Słowenii) i dolinę Vrata.

Na ok. 2100 m wychodzi się na skalny kocioł, tu szlak rozgałęzia się do schronisk Valetina Stanica i Triglavski Dom. Do tego drugiego idziemy wznoszącymi się białawymi skałami, mocno pociętymi szczelinami i kociołkami z zamarzniętym śniegiem. Potem skrajem Triglavskiego Ledenika – jedynego lodowca w Słowenii. Schronisko, do którego docieramy mocno już przytłoczeni plecakami po około 5 godzinach od wyjścia, stoi na wysokości 2515 m. Wierzchołek Triglava tego dnia (30.08) jest skryty w chmurach, więc postanawiamy zgodnie z planem zaatakować szczyt następnego dnia. Zresztą nie bardzo mamy siły na dalszą wspinaczkę;-)

Resztę dnia spędzamy w schronisku, przy piwku Zlatorog i „golażu”. Wieczorem jeszcze próbujemy robić fotki przy zachodzie słońca, ale chmur jest więc niż gór.

 

Dzień trzeci – 31.08.2004. Następnego dnia, pierwsza pobudka o szóstej, chcemy z Mariuszem robić zdjęcia przy wschodzie słońca. O naiwni! Od rana widoczność nie przekracza 15 metrów, potem zaczyna padać, duć, w końcu przychodzi burza z piorunami. Siedzimy w jadalni schroniska (pokoje trzeba opuścić do 8-mej, zresztą jadalnia jest jedynym ogrzewanym pomieszczeniem), trochę plotkujemy, potem pożyczamy karty i rżniemy w kierki. Za oknem wiele się nie zmienia, przychodzi jakaś przemoczona grupa i jadalnia zamienia się w suszarnię. Wychodzimy na kontrolę pogody coraz częściej, aż w końcu decydujemy się iść na szczyt – około 15,30. Pada jakby nieco mniej, specjalnie nie wieje, no i co najważniejsze – burza już jakiś czas temu przeszła. Tylko widoczność nadal na kilkanaście metrów, no, w porywach do 30 m.

Trasa wiedzie stromym zboczem Małego Triglava, jest dość trudna, ubezpieczona głównie metalowymi prętami (lub wcale). Momentami trzeba się wspinać niemal pionowo. Sytuacji nie ułatwia mokra skała, ale jest mniej ślisko niż się spodziewaliśmy. W każdym razie jesteśmy jedynym zespołem, który podjął się wejścia tego dnia... W połowie drogi wychodzi się na wierzchołek Małego Triglava (2725 m), na podejściu liczne tabliczki upamiętniające tych, co zginęli na tej trasie – raczej nie poprawiają smętnego nastroju. Widoczność dalej kiepska, ale i tak widać, że grań prowadzi w dużej ekspozycji, najgorsze miejsca są jednak ubezpieczone poręczówką. Stalowe liny są także liczne po podejściu z przełączki na główny wierzchołek, gdzie grań momentami staje się naprawdę wąska (mniej niż 1 m). Po około godzinie od wyjścia ze schroniska z mgły wyłania się słynny Aljażev Stolp, czyli metalowy schron z 1895 roku, symbol Triglava. Chwilę kręcimy się po szczycie, robimy fotki, odbijamy pieczątkę, szkoda tylko, że widoczność nadal prawie żadna. Zejście ta samą trasą tradycyjnie jest trudniejsze niż wejście, najgorszy okazuje się odcinek końcowy, prowadzący wschodnią ścianie Małego Triglava. Dobrze, że nie mamy plecaków. W schronisku zamawiamy litr czerwonego wina jakoś czas schodzi do wieczora;-)

 

Dzień czwarty – 1.09.2004. W środę rano wśród kłębowiska suszących się na piecu ubiorów udaje nam się odszukać wszystkie rzeczy i około ósmej rozpoczynamy zejście. Przez Kredaricę, lodowiec i kociołek idziemy drogą wejścia, potem wybieramy szlak przez Prag. Faktycznie, początkowo jest znacznie łatwiejszy niż wejście ścianą Begunjskiego Vrhu, potem jednak jest parę odcinków naprawdę hardcore’owych. To te przejścia prze progi (Prag), ubezpieczone bardziej prymitywnie niż na Tominškovej poti, bo głównie prętami, poręczówki spotyka się rzadziej. Plecaki mamy nieco lżejsze niż podczas podejścia (efekt konsumpcji), ale i tak jest niełatwo. Po drodze spotykamy sporo ludzi idących w górę, bo tego dnia na popołudnie zapowiadali przejaśnienia. Po progach dłuższy odcinek ścieżką o różnym stopniu stromizny, a na koniec wykańczające zejście „po palikach” do dna doliny. Stąd już około pół godziny do Aljażev Dom i parkingu, gdzie dochodzimy na „ostatnich nogach”. Niestety, nadal nie widać szczytów, po drodze mgła podnosiła się tylko na chwilkę...

 

Resume: Jeśli uwzględnić stopień i nagromadzenie trudności, północne szlaki na Triglav są z pewnością trudniejsze niż cokolwiek w polskich górach, oczywiście mowa tu o szlakach, nie drogach wspinaczkowych. Ponadto mamy do czynienia z różnicami poziomów raczej nie spotykanymi w naszych realiach (ok. 1800 m do wierzchołka, 1500 m między schroniskami). Mimo to wcale nie mało jest takich, co zdobywają szczyt z dołu i schodzą w ciągu jednego dnia, co zajmuje ok. 11 godzin intensywnej działalności;-) Nam się jednak nie spieszyło, poza tym mieliśmy jednak nielekkie wory na plecach. Półdniowa rezerwa czasowa też okazała się nie od rzeczy, dobra pogoda latem nie jest tu chyba zjawiskiem częstym.

Łatwiejsze są dojścia na Triglav od strony południowej (z Domu Planika i/lub Trżaskiej Koćy), część szlaków prowadzi od razu na Triglavską Škrbinę, czyli przełęcz między Małym Triglavem a głównym wierzchołkiem.

Ceny: 100 słoweńskich tolarów (SIT) to około 1,90 zł. Aljażev Dom (1015 m): nocleg 1800 SIT (sala zbiorowa, o tej porze raczej pustawo), kranjska klobasa lub gulasz 900 SIT, piwo 450 SIT, litr wrzątku 250 SIT. Drożej jest w Triglavskim Domu na Kredaricy, który nie ma ujęcia wody pitnej, a całe zaopatrzenie dostarczane jest śmigłowcem. Nocleg: 3000 SIT (sala zbiorowa, ale nie za wielka, ok. 10 łóżek), gulasz 1200 SIT, litr wrzątku 600 SIT, woda butelkowana 0.5 l 300 SIT, piwo 600 SIT, litr wina czerwonego 2000 SIT, makaron z mięsem 1000 SIT. W obu schroniskach z kartą Alpenverein zniżka 50 % na noclegi.